Zbyszek

Zbyszek

 

 

                                                        Audycja radiowa

                                                      Godzina   9.00 rano.

 

Sygnał! Ogromne głośniki radiowęzła,

 gęsto porozmieszczane na halach fabrycznych,

 potężnych wówczas Zakładów Metalowych im. H. Cegielski .

Zaczynają emitować audycję.

 

Uwaga! Uwaga!

Satyryk zakładowy, pilnie proszony o zgłoszenie się w radiowęźle.

(narastający odgłos szybko stawianych kroków)

Zadyszany głos – Jestem!

Siadajcie, imię?

Z B I G N I E W

(słychać stuk pojedynczych uderzeń w klawisze starej maszyny do pisania);

Stuk, stuk, stuk, stuk, stuk, stuk, stuk, stuk.

- Nazwisko?

- Ż O K

Stuk, stuk, stuk

- Lat?

- 43

Stuk, stuk, stuk, stuk, stuk, stuk, stuk, stuk, Stuk, stuk, stuk, stuk, stuk, stuk, stuk, stuk, Stuk, stuk, stuk, stuk, stuk, stuk, stuk, stuk, Stuk, stuk, stuk, stuk, stuk, stuk, stuk, stuk, Stuk, stuk, stuk, stuk, stuk, stuk, stuk, stuk, stuk, stuk, stuk.

Wpłynął na Was donos.

-??????

Zarzuca się wam, że ze złośliwą systematycznością, każdego tygodnia, kpicie sobie z rzeczywistości, wytykacie przywary członków załogi, a co gorsza kierownictwa i uczestników szczebla dyrektorskiego.

Powodujecie tym samym integrację zakładowej społeczności, dostarczacie jej dobrego humoru i uciechy, poprawiacie samopoczucie. Dla swoich uczynków bezceremonialnie wykorzystujecie powierzchnie płaską naszego tygodnika zakładowego. Mało tego, dochodzi do masowych przedruków waszych graficznych przekazów. Pod pozorem udoskonalania rzeczywistości, nie cofacie się przed obsmarowaniem głupawych decyzji, nierozsądnych postanowień i kretyńskich pomysłów.

J J J

-I co wam tak wesoło?

Podpiszcie.

 (słychać odgłos kontaktu długopisu i papieru, podczas zamaszystego podpisu)

Zbigniew Żok

 

K O N I E C

 

Tak wyglądał scenariusz tej historycznej audycji, mojego autorstwa. Spot o dałem pod ocenę jury ogólnopolskiego konkursu audycji radiowych „Ludzie, ich praca i pasja”.

Cały materiał dźwiękowy musiał zmieścić się w czasie trzech minut . Trafiłem co do sekundy.

Jury dokonało także trafnego wyboru J Moja audycja wygrała konkurs! Bardzo potrzebny mi był wtedy ten sukces - wzmacniacz dla dalszych radiowych poczynań. Zgarnąłem główną nagrodę;             15 tysięcy złotych. Dla wizualizacji podszepnę, że wystarczyło akurat na prawdziwe dżinsy z Peweksu i bardzo fajne buty.

Dlaczego na mojego bohatera, wybrałem akurat Zbyszka, spośród kilku tysięcy Cegielszczaków?

Odpowiedź jest prosta, imponował mi swoim talentem, niezwykłym poczuciem humoru, a zarazem dorosłością powagi z jaką podchodził do życia. „Zbyszek żył, tak jak chciał”. Gdybym założył kiedykolwiek „Klub dobrych Stworzeń” – jego obecność, ma statut obowiązku nie do odrzucenia.

W stopce zakładowego tygodnika „Nasza Trybuna", wśród stałych współpracowników gazety wymieniano także Zbyszka, dodając przydomek – „satyryk zakładowy”. Do każdego numeru rysował felieton graficzny w postaci dowcipnego humoru. Talent sam w sobie, Spadkobierca przywileju twórcy? Jego ojciec był sławnym rzeźbiarzem, którego prace podziwiać można w różnych miejscach Wielkopolski. Pewnie za przyczyną genetycznych uzależnień, talent sam w sobie. A przy tym nadzwyczaj skromny człowiek. Przy inspiracji twórczej, rozumieliśmy się bez dwóch zdań.

Kiedy wpadłem na pomysł, żeby zrobić wystawę jego prac na terenie zakładów, przyjął wezwanie. Co prawda krygował się trochę organizacyjnie. Przejąłem pałeczkę. Nie minęło kilka dni, a my już mieliśmy obstukane pomieszczenia biblioteki zakładowej i przyzwolenie możnych – decydujących w takich przypadkach o być albo nie być dla pomysłu. Zamiar zrealizowaliśmy w jednym dniu. Pomieszczenia biblioteczne wypełniła pajęczyna, utkana z cieniutkiej żyłki. Na tak improwizowanym rusztowaniu, przyczepialiśmy oryginalne obrazki ( A4) z humorami jego autorstwa. Każdy humor, oprawiony w przezroczystą koszulkę, podwieszaliśmy na misternie rozpostartej żyłkowej sieci. Jeden wyżej, drugi niżej, trzeci jeszcze inaczej.... skończyliśmy przed godziną zamknięcia świątyni książek. To tak jakbyśmy obniżyli biblioteczny sufit do poziomu zadartego w górę nosa J. Wyrósł las zarysowanych kartek papieru. Nazajutrz otwarcie - wernisaż. Teraz dopiero się zaczęło. Każde uchylenie drzwi do biblioteki, powodowało niespodziewany przeciąg. Wszystkie eksponaty poddawały się porywom powietrza. Wystawa ożywała, przy wejściu i wyjściu każdego czytelnika. Podmuchy unosiły papierowe prezentacje, wprowadzały w ruch, dodawały dynamiki. Jak w lunaparku. Niezwykle dynamiczne, było to nasze przedsięwzięcie. Pomysł wystawy zdobył uznanie publiczności, zainteresował twórczością Zbyszka. Było fajnie, było inaczej. Czy z humorów można wyżyć? Wtedy, raczej nie. W Cegielskim, Zbyszek był na etacie fotografa przemysłowego. Udzielał się także jako reporter zakładowej gazety, robił zdjęcia do katalogów reklamowych, utrwalał historię Zakładów. W jego profesjonalnej ciemni, spędziłem wiele godzin. Podpatrywałem jego zawodowe umiejętności. Rozmawialiśmy, gadaliśmy, plotkowaliśmy, zadowoleni z naszej przyjaźni.

Czas wielkiej rekonstrukcji spowodował, że w końcu każdy z nas, na swój sposób musiał pożegnać się z Zakładami poczciwego Hipolita. Ja „na własną prośbę” – Zbyszek ze względu na zdrowie, wybrał status rencisty. Spotykaliśmy się od czasu do czasu dla porozmawiania, a przy tym wszystkim wykorzystywałem dalej jego talent. Tym razem dla potrzeb własnej przedsiębiorczości. Nie wiem co bym zrobił wtedy bez Zbyszka. Zamachnąłem się na stworzenie własnego wydawnictwa w niszowym wtedy temacie ślubu. Powołałem do życia siedemdziesiąt stron magazynu ( do czytania) dla narzeczonych, nazwałem całość „Ślub i Wesele” Ukazało się 21 numerów tego tytułu, a biorąc pod uwagę, że był to periodyk z częstotliwością – dwa razy w roku – sporo czasu trwało to zajęcie.

Nie musiałem go długo namawiać, chodziło o ilustrowanie dowcipnymi rysunkami tekstów zamieszczanych w kolejnych wydaniach. Okazał się w tym zajęciu świetny.

Godzinami wymyślaliśmy poszczególne gagi do „obrysowania” Raz ja rzucałem konkretny temat, innym razem on coś rysował, a ja wymyślałem tekst towarzyszący.

 

gotujcie siedojpg

Hitem jest felieton:  „Gotujcie się do pary” (obrazek powyżej)

 

Powtórzę, niezwykle skromny i utalentowany, potrafił zareagować śmieszną kreską na każde wyzwanie tematu. Zdobył zaszczytne wyróżnienie w Międzynarodowym Konkursie na rysunek satyryczny. Nagrodzona praca przedstawia szachistów. Gracze, to staruszek o nadwątlonych siłach, spoczywający w łóżku, zawinięty w kołderkę. Właśnie cofa rękę od postawionej przed chwilą figury. To koniec gry. Po przeciwnej stronie szachownicy, siedzi postać z kosą, przyobleczona w białe szaty z kapturem.

W podpisie rysunku, czytamy tylko jedno słowo: PAT!

Niestety, życie nie pisze takich scenariuszy. W trzynastym numerze mojej gazety, rozkładówkę stron wypełniłem ostatnimi rysunkami Zbyszka. Całość opublikowana została w kontrze. Czarne tło i biała kreska.

 

 G a l e r i a


 

Scan ania humor 21 malyjpgHumor 42 malyjpghumor 22 malyjpgHumor 23 malyjpghumor 24 malyjpghumor 100  po wodajpgHumor 29 malyjpgHumor 44 malyjpgHumor 34 malyjpgHumor 45 malyjpgHumor 26 malyjpgHumor 30 malyjpgHumor  27 malyjpgHumor  53 malyjpg