Moja przygoda z fotografią


Przygodę z fotografią rozpocząłem w pierwszym roku życia. Do dzisiaj w pudle z rodzinnymi pamiątkami spoczywa malutka fotografia, oporządzona w ząbki (moda lat sześćdziesiątych). Zdjęcie przedstawia moją ciut starszą siostrę Henrykę i jej koleżankę Zosię, które popychają przed sobą staromodny, dziecięcy wózek z moją zaWARTOŚCIĄ.

Przez dobre siedem lat byłem wdzięcznym obiektem do fotografowania. Rolę rodzinnego fotografa pełnił wówczas mój starszy brat Leszek.

Ostatni aparat fotograficzny jakiego używał do naświetlań kliszy, to model radzieckiej Zorki 4. Leszek był mocno zainteresowany rzemiosłem fotografa. Od zwolnienia migawki i naświetlenia kliszy do wywołania odbitki - wszystko wykonywał samodzielnie. Imponował mi swoim zapałem i umiejętnościami. Nic dziwnego, że w roku 1969, kiedy brata zmobilizowano powołując do odbycia zasadniczej służby wojskowej, zapragnąłem nagłego zastępstwa na stanowisku rodzinnego fotografa.

Były też nostalgiczne chwile, pełne rozczarowania, smutku w końcu na tak długo pozbawili mnie brata. Pamiętam jak dzisiaj. Leszek wyruszył w podróż. Jego jednostka znajdowała się nad morzem w Trzebiatowie. Zapowiadały się długie miesiące rozłąki. Zszedłem do piwnicy, żeby tam w spokoju smucić się dalej, zastanowić nad losem. Dopiero co brat zaczął mnie wprowadzać w arkany fotograficznej sztuki, zaprosił do wspólnego wywoływania zdjęć i obiecał że wszystkiego nauczy. A tu taki klops. W piwnicznym pomieszczeniu brat zbudował prawdziwe laboratorium. Łezka zakręciła się w oku, nawet teraz przy tych wspominkach.

Z wielką niecierpliwością otwierałem pierwszy list od brata z wojska. Pisał, że nie jest tak źle jak przypuszczał, jedzenie nawet, nawet... takie pierwsze relacje z nowego miejsca . Na koniec pozdrowienia dla wszystkich , uściski. I jeszcze dwa , jakże ważne zdania w "po słowie"...

Powiększalnik, własnej roboty, suszarkę, kuwety duże i małe, szczypce, chemikalia, plus czerwoną żarówkę, to wszystko odziedziczyłem na okres co najmniej dwóch lat. Hurrra!

humor 12jpg

rys. Zbigniew Żok

Pisaliśmy do siebie na przemian długie listy. To był zarazem mój pierwszy kurs korespondencyjny. Leszek tłumaczył mi wszystko krok po kroku w kolejnych listach. Powstało techniczne forum na temat fotograficznej odbitki. Aparat - zastrzegł, żeby nie używać. Zorka jest jego i tak ma pozostać. Reszta sprzętu pozostaje do mojej dyspozycji. Mam praktykować.

– Byłem wtedy dumnym posiadaczem prostego, polskiego aparatu fotograficznego na film typu 120 ( produkowany po II wojnie światowej przez Warszawskie Zakłady Fotooptyczne) Mogłem zaczynać, był komplet.

 

Przechwytywanie HUMORJPG
rys. Zbigniew Żok 


Fragment zaczerpnięty z książki "Wesele Figaja"