Dawna fotografia ślubna? Lubię

 To przede wszystkim efekt wieloletniego obcowania z tematem przewodnim, jakim jawił się ślub i wesele.

Ślub - dział biznesu, dziejący się niejako "sam z siebie", w myśl - kto potrzebuje, kto powinien, ten zauważy. Wybór usługi weselnej nie był zbyt skomplikowany, oferta nie była imponująca. Fotograf robił pamiątkowe zdjęcia, kamerzysta film, kapela grała do tańca, auto podwoziło do kościoła. Rodzinne przyjęcie w restauracji, wieńczyło dzieło uroczystości. Jest rok 1993. Pojawia się pierwszy w Polsce, drukowany, informator dla narzeczonych: "Kurier Weselny". Ukazuje się na terenie Wielkopolski. Cztery strony w dwukolorowym druku. Format A4,   Taki był początek.

Ekipę reklamodawców zorganizowałem przez 14 dni urlopu. Chodziłem na przemian jeździłem od jednego do drugiego przedsiębiorcy z branży i proponowałem swój nowatorski pomysł. To było nie lada wyzwanie. Zwykło się mówić - i tak jest naprawdę - w Wielkopolsce zanim rodak wyda złotówkę, najpierw obejrzy ją dziesięć razy. Pomysł był, zdawało się dla nich abstrakcyjny, nie mieli żadnego odwołania do przykładu, który działałby już na rynku. Miałem przed sobą ogromne pole do popisu. Zabezpieczony własnym transportem ( biały maluszek 126p w dorosłym wieku 16 lat), z tekturową teczką wypełnioną niezbędnymi akcesoriami i z głową pełną pomysłu na realizację swojego projektu, rozpocząłem trzytygodniową wyprawę w krainę ślubów i wesel. A dokładnie w paszczę tych, którzy z racji własnych biznesów "za Tym stoją", jednocześnie tkwią w Tym po uszy. Zacząłem od miasta. Plan Poznania podzieliłem na okręgi. W każdym wyznaczyłem dokładnie trasę do przebycia. To było wyzwanie. Do dyspozycji miałem zaledwie czterostronicową gazetkę reklamową z branży motoryzacyjnej żeby mniej więcej pokazać jak zapowiadane wydawnictwo będzie wyglądało, na jakim papierze i w jakim formacie. Pieniądzem przetargowym była prosta, a zarazem zdawało się skuteczna dystrybucja. Urzędy Stanu Cywilnego w promieniu 50 kilometrów od Poznania, oraz 60 poznańskich parafii ( to w ów czas prawie połowa wszystkich ) oraz docelowo parafie w miejscowościach z których napłyną zlecenia na reklamę. Egzemplarze bezpłatnego wydawnictwa dostępne miały być także u reklamodawców. To była opcja maksymalna, uczciwie przedstawiona, możliwa do wykonania przez jedną osobę - samego wydawcę. Czyli mnie.

k27he7-67f5d1fcjpg